Strażacy w Powstaniu Warszawskim. Walczyli z bronią w ręku i motopompą zamiast karabinu

Strażacy w Powstaniu Warszawskim gaszą pożar motopompą wśród ruin miasta, sierpień 1944

Strażacy w Powstaniu Warszawskim walczyli nie tylko z ogniem, ale i z bronią w ręku. 1 sierpnia 1944 roku, o Godzinie „W”, do walki o Warszawę stanęli nie tylko żołnierze Armii Krajowej. Wśród powstańców byli też strażacy — zawodowi i ochotnicy, którzy od pierwszego dnia okupacji budowali własną konspirację, a w czasie 63 dni walk gasili pożary, ratowali ludzi i walczyli w oddziałach liniowych. Wielu z nich za to zapłaciło życiem.

Konspiracja zaczęła się cztery lata wcześniej

Strażacki ruch oporu nie powstał spontanicznie w sierpniu 1944 r. — miał za sobą prawie pięć lat organizacji. Już 23 grudnia 1939 roku, w siedzibie Oddziału II Warszawskiej Straży Ogniowej przy ul. Senatorskiej 16, odbyło się zebranie, na którym powołano Strażacki Ruch Oporu „Skała”. Komendant WSO kpt. poż. Stanisław Gieysztor omówił wtedy sytuację w kraju i konieczność dalszej walki z okupantem — minutą ciszy uczczono poległych, po czym formalnie zawiązano organizację.

„Skała” objęła swoim zasięgiem większość jednostek straży pożarnej — zarówno zawodowych, jak i ochotniczych — na terenie całego okupowanego państwa polskiego, także pod okupacją sowiecką. Pierwszym komendantem głównym został płk poż. Jerzy Lgocki ps. „Jastrząb”, który oficjalnie pełnił funkcję kierownika technicznego pożarnictwa w Generalnym Gubernatorstwie — to ułatwiało mu utrzymywanie kontaktu z jednostkami w terenie bez wzbudzania podejrzeń. Po jego aresztowaniu w styczniu 1944 r. faktyczne dowództwo przejął ppłk poż. Józef Mikuła.

Co do liczebności organizacji historycy nie są zgodni — szacunki wahają się od ok. 5 tysięcy aż po 120 tysięcy zaprzysiężonych strażaków w całym kraju. Rozbieżność wynika z samej natury konspiracji: pierwotny plan zakładał zaprzysiężenie co najmniej sześciu strażaków z każdej jednostki, ale lokalne struktury odrzuciły ten pomysł jako zbyt ryzykowny — groził szybką dekonspiracją całej sieci.

Strażacy gaszą pożar Sali Balowej Zamku Królewskiego w Warszawie, wrzesień 1939
Warszawscy strażacy w akcji podczas gaszenia pożaru Zamku Królewskiego, wywołanego niemieckim ostrzałem 17 września 1939 r. — jeszcze przed okupacją i powstaniem.

Praca konspiracyjna strażaków nie ograniczała się do przygotowań na przyszłość. Korzystając z pojazdów strażackich — czyli sprzętu, który nie budził takich podejrzeń jak inne środki transportu — przerzucano broń i materiały wybuchowe, prowadzono szkolenia wojskowe, a strażacy systematycznie nieśli pomoc ludności żydowskiej zamkniętej za murami getta. Przykład z Siedlec: komendant tamtejszej Zawodowej Straży Pożarnej, por. poż. Marcin Hora, przyjeżdżając do Warszawy po sprzęt, zabierał ze sobą uciekinierów z getta, wywożąc ich w miejsca, gdzie mieli większe szanse na przetrwanie.

Dzień przed Godziną „W” Niemcy odebrali strażakom sprzęt

29 lipca 1944 roku, na dzień przed wybuchem powstania, Niemcy podstępem ściągnęli na Al. Szucha najlepsze wozy pożarnicze Warszawskiej Straży Ogniowej. Kierowcom udało się w porę ukryć, ale straż stanęła do walki bez większości sprzętu bojowego, którym normalnie dysponowała. To poważnie utrudniło działania ratownicze i gaśnicze w kolejnych tygodniach.

Motopompa, wiadro i topór zamiast pełnego wyposażenia

Zgodnie z planami przygotowanymi jeszcze przed wybuchem walk, straż pożarna miała pozostać w zwartych oddziałach i pełnić służbę przy gaszeniu pożarów — za całość działań przeciwpożarowych odpowiadało dowództwo Wojskowej Służby Ochrony Powstania. Część strażaków, w tym cała załoga Centralnej Szkoły Pożarniczej, formalnie należała do oddziałów Armii Krajowej i walczyła z bronią w ręku na barykadach.

Warunki pracy strażaków w powstańczej Warszawie były dramatyczne. Podzieleni na grupy, do dyspozycji mieli zazwyczaj tylko motopompę lub hydronetkę. Gdy Niemcy odcięli miejską sieć wodociągową, strażacy gasili pożary tak, jak się dało — wiadrami z wodą i piaskiem, uzbrojeni w topory, łopaty i oskardy. To nie była walka z ogniem w warunkach, do jakich przywykli — to była improwizacja pod ostrzałem, z minimalnym sprzętem, w mieście, które płonęło jednocześnie w wielu miejscach.

Strażacy wywodzący się ze „Skały” walczyli też w oddziałach liniowych — między innymi w szeregach batalionu „Nałęcz” pod dowództwem por. Stefana Kaniewskiego.

Akcja pod PASTA-ą — strażacki sprzęt jako broń

Jedną z najbardziej znanych akcji z udziałem strażaków była pomoc w zdobyciu silnie umocnionej centrali telefonicznej PASTA przy ul. Zielnej. Strażacy, przy użyciu motopompy, na umówiony znak wpompowali ropę na teren obiektu i kolejno na wyższe kondygnacje budynku, wywołując pożar. Płomienie zmusiły niemiecką załogę do poddania się. Po zdobyciu centrali strażacy ugasili ogień przygotowaną wcześniej linią gaśniczą. To był przykład, jak sprzęt przeznaczony do ratowania ludzi i mienia posłużył jako element taktyki bojowej powstańców.

Strażacy w Powstaniu Warszawskim - płonąca wieża centrali PAST-a ugaszona motopompą, sierpień 1944
Płonąca wieża centrali telefonicznej PAST-a przy ul. Zielnej, 20 sierpnia 1944 r. — pożar wywołany m.in. dzięki strażackiej motopompie zmusił niemiecką załogę do kapitulacji. Fot. Joachimczyk.
Żołnierze Armii Krajowej po udanym szturmie na PAST-ę, sierpień 1944
Żołnierze Armii Krajowej po udanym szturmie na PAST-ę, sierpień 1944 r.

Straty

Strażacy w Powstaniu Warszawskim zapłacili za swoją odwagę wysoką cenę. Skala strat wśród strażaków biorących udział w powstaniu i wcześniejszej konspiracji jest udokumentowana na kwaterze wojennej Strażackiego Ruchu Oporu „Skała” na warszawskich Powązkach. Pierwotnie umieszczono tam tablice z nazwiskami 254 warszawskich strażaków poległych w latach 1939–1945. Po latach dopisano kolejne 118 nazwisk strażaków z jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych oraz Szkoły Oficerów Pożarnictwa w Warszawie. Łącznie na kwaterze upamiętniono 372 poległych strażaków-żołnierzy.

Pomnik na kwaterze Strażackiego Ruchu Oporu „Skała" na Powązkach
Pomnik na kwaterze wojennej Strażackiego Ruchu Oporu „Skała” na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, upamiętniający strażaków poległych za Ojczyznę w latach 1939–1945.

Strażacy w Powstaniu Warszawskim – dlaczego warto o nich pamiętać

Historia strażaków w Powstaniu Warszawskim to nie jest dodatek do głównej opowieści o powstaniu — to jej integralna część. Ludzie, którzy na co dzień ratowali innych z pożarów, w sierpniu i wrześniu 1944 roku robili dokładnie to samo w znacznie trudniejszych warunkach: bez pełnego sprzętu, bez wody z sieci miejskiej, pod ostrzałem, często z bronią w ręku obok węża gaśniczego. Wielu z nich za tę służbę zapłaciło najwyższą cenę.

Dziś, w rocznicę wybuchu powstania, jednostki Państwowej Straży Pożarnej w całej Polsce wystawiają samochody pożarnicze i włączają sygnały świetlno-dźwiękowe o godzinie 17:00 — na minutę upamiętnienia tamtych wydarzeń i ludzi, którzy w nich zginęli.


Źródła i materiały do dalszej lektury: Komenda Główna PSP (gov.pl/web/kgpsp) — opracowania „Strażacy w Powstaniu Warszawskim 1944″ i „Lista pamięci strażaków poległych w Powstaniu Warszawskim 1944″; Władysław Pilawski, „Strażacki Ruch Oporu «Skała»”, Warszawa 1994; Zbigniew Grzywaczewski, Jerzy Stahl-Stal, „Wspomnienia Strażaków Uczestników Powstania Warszawskiego”, Warszawa 1992.

MOŻE CIĘ RÓWNIEŻ ZAINTERESOWAĆ